<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0">
<channel>
  <title>Błażej Stokwisz on scriptogr.am</title>
  <link>http://log.jiobel.com</link>
  <description>Schizofrenia bezobjawowa.</description>
  <pubDate>2012</pubDate>
 
  <item>
    <title>Kim jest Magda M.</title>
    <pubDate>Wed, 31 Dec 1969 19:00:00 -0500</pubDate>
    <link>http://log.jiobel.com/post/kim-jest-magda-m</link>
    <guid>http://log.jiobel.com/post/kim-jest-magda-m</guid>     
    <description><![CDATA[<p>Z ciekawymi artykułami na <a href="http://gazeta.pl/">gazeta.pl</a> jest trochę tak, jak z wygraną
w Lotto &ndash; ktoś tam kiedyś coś przeczytał, ale samemu to jakoś tak
trudno. I rzeczywiście, w moim subiektywnym, no nie innym, odczuciu, 
poziom tegoż portalu informacyjnego spadł na łeb, na szyję. Ale i tak co 
dzień wchodzę, bo śledzenie RSSów to zabójstwo dla nas i naszego 
czytnika &ndash; a nuż się coś trafi.</p>

<p>I dziś, w przerwie między <a href="http://www.wykop.pl/szukaj/ACTA/search_filter,links,search_votes,1000">ACTA</a> a Unią fiskalną, pewnie komuś 
niechcący wrzuciło się na główną, na specjalne miejsce w topie, 
<a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11034799,Magda_M__nagle_znika_z_Facebooka__czyli_co_sie_przydarzylo.html">dziennikarskie coś</a>, co z pozoru może wyglądać jak ciekawy artykuł,
trochę jak wstęp polskiego młodego pisarza o niespełnionej miłości, 
pozaniu przez <em>wirtu@lną sieć</em>, a trochę jak nieudolne dziennikarskie
śledztwo. Ja sam nie mam pewności, mimo że przeczytałem całość 2 razy.</p>

<p>Pewien dziennikarz więc, z Polsatu, poznał bardzo atrakcyjną, ze zdjęć
oraz z pozycji zawodowej, osóbkę, która w TVN pracować niby miała.
Nalegał i zapraszał na spotkanie, bo w jego typie on był jej, i
w relacji odwrotnej również pewnie. Historia kończy się skasowanym 
kontem na Facebooku, dochodzeniem któż to był i dlaczego to robił. Bo
okazuje się, że Magdy, co ma w papierach właśnie Magdę wpisaną, nie
Magdalenę, jak mogłoby się wydawać, nigdy nie było. Ani w TVN, ani w
ogóle zapewne. Ale jak to tak? &ndash; Miała zdjęcia, miała znajomych ze 
stacji i branży, miała wszystko, co mogłoby powodować pojawienie się 
uczuć między dziennikarzem stacji konkurencyjnej &ndash; informacje.</p>

<p>Okazuje się, że ze zdziwieniem dziennikarz tenże tu opisywany, doszedł
do wniosku, że w sieci nic nie jest pewne. I wniosek byłby dobry 
i słuszny, i pochwalić go można byłoby, gdyby nie to, że historia ta 
przecież sama w sieci ukazała się. I co &ndash; wierzyć w nią mamy, czy 
w stylu dziennikarza-amanta zwątpić i poddać w wątpliwość?</p>

<p>A może zamiast tego wszystkiego poprzeglądać zdjęcia Magdy, która Magdą
nie była a Paulą, która wdzięcznie dla <a href="http://knapiorkowska.com/">pewnej fotografki</a> przed 
obiektywem się prężyła? Zdecydowanie warto, polecam.</p>
]]></description>
  </item>
 
  <item>
    <title>Coś nowego, coś prostego</title>
    <pubDate>Wed, 31 Dec 1969 19:00:00 -0500</pubDate>
    <link>http://log.jiobel.com/post/cos-nowego-cos-prostego</link>
    <guid>http://log.jiobel.com/post/cos-nowego-cos-prostego</guid>     
    <description><![CDATA[<p>Gdybym miał sobie przypomnieć, czego używałem, żeby trochę poukładać
sobie w głowie, musiałbym wymieniać naprawdę sporo. Raczej nie ze
względu na to, że lubię testować, lecz po prostu mam dość duży w niej
bałagan. A jak do tej pory, żadne narzędzie nie sprawdziło się na
dłuższą metę.</p>

<p>Przypominam sobie czasy, gdy Internet był w naszym kraju luksusem.
Wtedy zacząłem eksperymentować z <a href="http://support.microsoft.com/kb/260563" title="Microsoft Support Page"><code>.log</code></a> na początku notatnika.
Mogło to udawać pamiętnik, dziennik, taki offline blog. Choć oczywiście,
wtedy jeszcze nie wiedziałem czym jest blog.</p>

<p>Potem, tak na szybko, był blog.pl, jakieś słodkie blogi na anonimowych 
platformach, aż wreszcie dotarłem do <a href="http://blog.jiobel.com/" title="Stary blog na Jogger.pl">joggera</a> — około roku 2006.
To było to — społeczność, możliwości konfiguracyjne, bot Jabberowy
i, najważniejsza, strona główna. Lata mijały, jogger stał w miejscu,
dokładnie w tym, w którym stoi i dziś, społeczności ubywało, raz
skonfigurowany blog nie był później już ruszany. No i dane, notki
produkowane w pocie czoła — dlaczego miałem narażać się na ich utratę
wraz z wybuchem pożaru w serwerowni, dlaczego miałem powierzać je w 
opiekę bezduszny robotom z silnia joggera?</p>

<p>Kolejnym krokiem w podróży blogowej był już WordPress na swoim.
Pisałem, sprawiało mi to radość, ale ciągle było coś, co mnie nie
przekonywało. Coś, czego przez te wszystkie lata, od momentu pisania
w notatniku, nie mogłem nigdzie znaleźć. Prostotę.</p>

<p>Aż wreszcie jestem tu. Na swoim, bo tekst produkowany mam na dysku. 
Po prostu, bo piszę w notatniku, synchronizuję i voilà!</p>
]]></description>
  </item>
    
</channel>
</rss>
